Kraina wiecznego szczęścia
Administrator
W tym miejscu można dostać rację żywnościową, w zależności od życzenia, może ona być jednodniowa, tygodniowa lub miesięczna.
RACJA JEDNODNIOWA
-udziec barani
-butelka mleka
-bochenek chleba
RACJA TYGODNIOWA
-2 x udziec barani
-2 x butelka mleka
-2 x bochenek chleba
-butelka wódki
RACJA MIESIĘCZNA
-4 x udziec barani
-2 x kiełbasa
-2 x kurczak
-4 x butelka mleka
-4 x bochenek chleba
-2 x butelka wódki
Offline
Nestor ParsifalNowy użytkownik
Następnego ranka poszedłem na pola do spichlerza, jak zlecił mi karczmarz. Dziwny typ z tego
karczmarza-pomyślałem- jednak tylko jemu mogę na razie zaufać.
Rozejrzałem się dookoła zauważyłem parę budynków i jakąś osobę kręcące się obok jednego z nich.
-Witaj!-krzyknąłem-kim jesteś?-zapytałem podchodząc do niego.
Offline
Administrator
Osoba popatrzyła w twą stronę, była znacznie mniejsza od ciebie, był to najprawdopodobniej gnom lub krasnolud, lecz nie zdążyłeś tego zidentyfikować. Pobiegłeś za nią, lecz ona jakby rozpłynęła się w powietrzu, zapadła się pod ziemie....
Offline
Nestor ParsifalNowy użytkownik
-Co do...!!- krzyknąłem.
Może w spichlerzu kogoś znajdę...-pomyślałem- po czym wszedłem do jednego z budynków i rozejrzałem się z zaciekawieniem.
Niczego tam nie zauważyłem poza stosami mięsa i pszenicy oraz inną żywnością.
-Halo! Jest tu kto?!- zawołałem.
Offline
Administrator
Nie odpowiedział ci nikt. Ciemny i pusty spichlerz wyglądał dość strasznie. Nagle coś skoczyło na twoje ramiona, i zaczęło cię dusić. Jednym szybkim ruchem ręki przyłożyłeś napastnikowi w szczękę z taką siłą, że odleciał na kilka metrów. Jednak on wstał i wyjął sztylet. Szybkim i zwinnym ruchem spróbował dźgnąć cię w klatkę piersiową. Jednak nie wyszlo mu to. Szybka kontra i przeciwnik leżał nieprzytomny na podłodze. Wziąłeś go na plecy i niczym wiatr popędziłeś do strażników miejskich.
Offline
Nestor ParsifalNowy użytkownik
Biegnę czym prędzej w stronę bram miasta. Dobrze, że elfy nie są tacy ciężcy jak ludzie- pomyślałem- inaczej nie mógłbym tak szybko biec.
Już prawie bramy...Jednak coś mnie tknęło... Zatrzymałem się.
Co ja robię- zastanowiłem się- zanoszę nieznanego mi elfa do straży. Ci pieprzeni strażnicy jak to zwykle oni zwalą pewnie winę na mnie. Zawsze tak było.
Zmieniłem kierunek i pobiegłem w stronę lasu. Gdy zatrzymałem się przed lasem uznałem, że nie wiem, co w nim mieszka, więc nie będę do niego wchodził. Położyłem elfa na ziemi i uderzyłem mocno z otwartej ręki w twarz mając nadzieje, że się obudzi. Nie udało się. Uderzyłem jeszcze raz.
-Obudź się, chędożony elfie! - krzyknąłem.
Otworzył oczy. Wyjąłem szybko swój nóż i przyłożyłem mu do gardła.
-Gadaj kim jesteś, albo poderżnę ci gardło! -rozkazałem.
Ostatnio edytowany przez Nestor Parsifal (2010-05-07 14:25:37)
Offline
Administrator
-Ja...nic....nie...Wypluł porządną ilość krwi-tfu!...ja nic nie pamiętam.... tylko dwóch tfu! gości w czarnych kapturach... szeptali coś.... ahhh... moja głowa... coś mi podali... coś w żyłę... o tu.... potrzebny mi alchemik... cholera, ja jestem alchemikiem.... mam tu coś takiego... wygląda jak... rozkazy! Tak, już pamiętam.... do jasnej cholery.... nie zdzierżę.... musisz mi tu przynieść.... auu.... to jest... czarny blekot... i gnomi szczaw... tylko odnieś mnie do domu w mieście... leży przy wejściu... dwanaście metrów przy... świątnyni... nie.. to jest dzielnica handlowa... poszpiesz się!
I po tych słowach zemdlał. Leżał nieprzytomny kilka sekund po czym podniosłeś go, i zacząłeś biec pod górę.
Przy bramie jednak zatrzymało cię dwóch strażników.
-Stój! Kim ty jesteś, i kogo niesiesz na plecach?
Offline